Piotrkowianie we Lwowie

Lwów mimo, że położony daleko, bliski jest każdemu Polakowi. Grupa osób skupiona w piotrkowskim Klubie Podróżnika w tym roku miała możliwość odwiedzenia nie tylko pięknego Lwowa, ale także wielu miast i miasteczek leżących na terenie wschodniej Galicji.

 

Przedwojenne województwo lwowskie rozciągało się od Tarnobrzegu, Rzeszowa i Krosna do stołecznego Lwowa. Po wojnie województwo zostało podzielone między Polskę a ZSRR, z czego Lwów znalazł się po stronie wschodniej. Mimo, że w granicach Polski nie znajdowała się stolica województwa czyli Lwów, to cały czas teren ten nazywano „województwem lwowskim”. Dopiero ustawa z dnia 18 sierpnia 1945 roku zmieniła nazwę osieroconego obszaru na „województwo rzeszowskie” ze stolicą w Rzeszowie. Dzisiejszy obwód lwowski znajdujący się na terenie niepodległej Ukrainy obejmuje całą wschodnią część dawnego województwa lwowskiego oraz tereny przyłączone z dawnych województw tarnopolskiego i stanisławowskiego. Polskojęzyczna ludność z terenów wcielonych do ZSRR po 1945 roku została w przeważającej części wysiedlona, dlatego głównymi językami na tych terenach są: ukraiński oraz rosyjski. Oczywiście największym i najpiękniejszym miastem całego obwodu jest Lwów, lecz jego zwiedzanie zostawione było na koniec, niczym wisienka na ukraińskim torcie.

Idealne galicyjskie miasteczko

Podróż piotrkowian zaczęła się na bydgoskim lotnisku skąd samolotem PLL LOT po 40-minutowym locie znaleźli się we Lwowie. Ukraina nie jest członkiem Unii Europejskiej, dlatego każdy uczestnik musiał mieć ważny paszport. Lwowskie lotnisko jest bardzo nowoczesne. Wybudowano je podobnie jak wiele lotnisk i dworców w Polsce tuż przed organizacją Euro 2012. Na lotnisku na piotrkowian czekał kierowca, który zabrał całą grupę do miejscowości Stryj. W samym środku stryjskiego starego miasta odnaleźć można wiele niewysokich kamienic z ozdobnymi balkonami- budynki te charakterystyczne są dla typowych, galicyjskich miasteczek. Pośrodku placu znajduje się ogromny kościół katolicki p.w. Narodzenia NMP- z 1891 r. wybudowany w stylu neogotyckim. Kościół jest jednocześnie Sanktuarium Matki Bożej Wspomożycielki Ludzkich Nadziei. Piotrkowianie mieli szczęście, gdyż podczas wizyty w kościele odprawiana była msza w języku polskim z pięknym wschodnim akcentem. W Stryju znajduje się także cerkiew. św. Michała, w miejscu której przed wojną mieścił się kościół kolejowy p.w. św. Józefa sióstr serafitek. Tuż obok można było zobaczyć ogromny budynek polskiego stowarzyszenia „Sokół”, które przed wojną krzewiło kulturę fizyczną. Będąc w Stryju warto także obejrzeć ruiny Wielkiej Synagogi z 1817 roku.

Sambor to kolejne na trasie typowe miasteczko galicyjskie. Niewielki rynek utkany jest kolorowymi kamieniczkami z ozdobnymi balkonami. Pośrodku stoi XVII- wieczny ratusz z wysoką na 38 metrów wieżą zegarową. Od 1877 r. poniżej zegara wisiał obraz przedstawiający niepokalane poczęcie NMP. Usunięto go po przejęciu miasta przez władze sowieckie w 1945 r. Niedaleko można podziwiać dawny zespół budowli pojezuickich, który składał się z kościoła św. Stanisława oraz budynku klasztornego, kolegium i szkoły. W XIX wieku został przejęty przez bernardynów, a po 1945 roku przez państwo. Aktualnie w budynkach klasztornych mieści się szkoła muzyczna, a kościół zamieniono na Salę Koncertową Muzyki Organowej i Kameralnej, zachowując jednak dawne kościelne wnętrze. Warta odwiedzenia jest także pobliska cerkiew Narodzenia Najświętszej Matki Boskiej z 1738 r. oraz kościół farny p.w. Matki Boskiej i Ścięcia św. Jana Chrzciciela z XV-XVI w. Świątynia posiada gotyckie sklepienie, barokowe wnętrze, a na jednej ze ścian znajduje się tablica pamiątkowa poświęcona królowi Janowi III Sobieskiemu i jego Wiktorii Wiedeńskiej, umieszczona tam w jej 200 rocznicę w 1883 r.


 

W poszukiwaniu sklepów cynamonowych

Następnym miastem na trasie piotrkowian był Drohobycz- drugie największe miasto obwodu lwowskiego. Na samym początku podróżnicy udali się do lokalnej restauracji, gdzie mogli raczyć się wspaniałymi, ręcznie robionymi pierogami zwanymi po ukraińsku warenkami oraz niewielkimi uszkami z mięsem o nazwie pelmieni. Drohobycz przywitał piotrkowian takim samym upałem, jaki opisywał w swoich opowiadaniach Brunon Schulz. Ten polski pisarz żydowskiego pochodzenia urodził się, wychowywał i tworzył w Drohobyczu. Turyści zobaczyli wiele miejsc związanych z życiem Schulza: miejsce, w którym stał dom jego urodzin, drugi dom w którym się wychowywał, szkoły, do których uczęszczał, domy jego znajomych, budynek, w którym namalował swoje słynne freski oraz miejsce śmierci. Schulz został zastrzelony na ulicy przez niemieckiego gestapowca. Ciekawym doświadczeniem było także przebywanie w miejscach opisanych przez Schulza w jego dziełach. Piotrkowianie odwiedzili zatem miejsce słynnych „sklepów cynamonowych”, „ulicę Krokodyli” oraz „aptekę”, gdzie sprzedawano sok malinowy. Oprócz miejsc związanych z Schulzem w Drohobyczu warto także zatrzymać się by obejrzeć: gotycki kościół parafiany, Wielką Synagogę Chóralną oraz kościół i klasztor bazylianów, w którym miała swoją siedzibę NKWD. Koniecznie należy wspiąć się na wieżę ratusza, skąd rozciąga się wspaniały widok na miasto oraz okolicę. Poza centrum miasta znajduje się wpisana na UNESCO drewniana cerkiew św. Jerzego oraz wiekowa warzelnia soli, która nieprzerwanie od kilkuset lat pompuje i odparowuje solankę. Pracownicy warzelni specjalnie dla turystów z Piotrkowa zrobili pokaz pompowania solanki dawną pompą ręczną.

Tam, gdzie występuje solanka nie może zabraknąć uzdrowiska. Następnym zatem punktem programu był Truskawiec. To znane od 1835 roku uzdrowisko w dwóch pijalniach wód oraz w odkrytych źródłach serwuje kilka rodzajów wysoce zmineralizowanych wód oraz wodę „Naftusią” z posmakiem nafty. Dla kuracjuszy dostępna jest także woda z gliceryną, która służy do nacierania ciała po kąpieli. Truskawiec jest pełnym uroku małym, prowincjonalnym miasteczkiem z drewnianymi willami w stylu zakopiańskim, zakładami zdrojowymi i odnowy biologicznej, lodziarniami, restauracjami oraz posiada ogromny park zdrojowy.

 

Majątek Aleksandra Fredry

Wieś Beńkowa Wisznia związana jest bezpośrednio z rodziną Fredrów. Właśnie tu znajduje się ich dawny dwór, który jako obszerny, neorenesansowy pałac został wybudowany w 1835 roku przez Aleksandra Fredro. Obecnie restaurowany jest przez polskie Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego w ramach programu „Ochrona polskiego dziedzictwa narodowego poza granicami kraju”. W pobliskiej wsi Rudki najważniejszym budynkiem jest Kościół Wniebowzięcia NMP z 1728 r., w którym do ostatniej wojny znajdował się cudowny obraz Matki Boskiej Rudeckiej. W 1946 kościół został zamknięty i zamieniony na hurtownię spożywczą i aptekę weterynaryjną. Czczony obraz z wizerunkiem Matki Boskiej został konspiracyjnie wywieziony do seminarium w Przemyślu, a w 1968 roku przekazano go do kościoła w Jasieniu w Bieszczadach. Niestety w 1992 roku obraz skradziono. Wykonano dwie kopie, które znajdują się w Rudkach i w Jasieniu. W krypcie kościoła znajduje się mauzoleum rodu Fredrów, w tym grób Aleksandra Fredry, pochowanego tu w 1876 roku.

Złota Podkowa Lwowa

Lwowszczyzna jako dawne terytorium graniczne Rzeczypospolitej usiana jest zamkami i pałacami. Udając się na północny- wschód można przemierzyć ciekawą, historyczną trasę zwaną „Złotą Podkową Lwowa”. Pierwszą miejscowością na trasie jest Złoczów z zamkiem rodziny Sobieskich. Mimo, że król Polski Jan III Sobieski wolał mieszkać w pobliskiej Żółkwi to właśnie w Złoczowie zakładał obozy wojskowe, śledził ruchy nieprzyjacielskie i z tego miasta wyruszał na wyprawy wojenne. Na terenie zamku uczestnicy wycieczki odwiedzili dawny pałac mieszkalny rodu Sobieskich. W latach 1872-1926 r. pełnił funkcję więzienia. Na terenie zamku znajduje się także pałacyk chiński. Jest to rotunda ozdobiona tarczami herbowymi, którą zbudowano na polecenie króla Jana III Sobieskiego dla jego żony Marysieńki. W XVIII wieku do rotundy dobudowano dwa symetryczne parterowe pawilony. W Złoczowie piotrkowianie zobaczyli także kościół Wniebowzięcia NMP z 1730 r., który jako jeden z nielicznych kościołów w Galicji był nieprzerwanie czynny w czasach sowieckich. Następnie uczestnicy wycieczki udali się do fortecy w Podhorcach. Wybudowano ją w XVII wieku dla hetmana Stanisława Koniecpolskiego. Zamek otoczony jest fosą i fortyfikacjami tworzącymi kwadrat z czterema bastionami po rogach. Na dziedziniec zamkowy prowadzi brama, po bokach której znajdują się sklepione kazamaty przeznaczone na magazyny oraz mieszkania dla służby i straży. W czasie ostatniej wojny zbiory z zamku wywieziono do Ameryki Południowej, a w budynkach urządzono szpital. Nieopodal w miejscowości Brody znajduje się zamek z XVII w. należący niegdyś do hetmana Stanisława Koniecpolskiego, który zmarł tu 11 marca 1646 r. W XVIII wieku twierdza została przebudowana przez Stanisława Potockiego na późnobarokową rezydencję - przy północnej kurtynie powstał pałac, a od strony miasta wieża z zegarem. Zamek niestety zdewastowano po 1945 r. W Brodach piotrkowianie mieli możliwość spróbować kwasu chlebowego serwowanego prosto z beczkowozu. Z kolei w pobliskim Olesku uczestnicy wycieczki zwiedzili zamek, w którym, 17 sierpnia 1629 Teofila Sobieska podczas odwiedzin u matki, urodziła syna Jana III, przyszłego króla.

Do 1951 roku była tu Polska

Niesamowitą przygodą dla piotrkowian było odwiedzenie terenów Sokalszczyzny, które do lutego 1951 roku należały do Polski. Obszar ten włączono do ZSRR w ramach wymiany terenów granicznych. W zamian Polska otrzymała Ustrzyki Dolne i ziemie w Bieszczadach. Powodem owej wymiany były bogate złoża węgla na Sokalszczyźnie, za co Polsce przekazano tereny ubogie w substancje architektoniczno- zabytkową, o słabych glebach i z wyeksploatowanymi złożami ropy naftowej. Przesiedlenie ludności polskiej nastąpiło jesienią 1951 roku. Miasteczko Bełz znajduje się zaledwie kilka kilometrów od granicy z Polską jednak niewiele tu się zmieniło od czasów powojennych. Spacerując uliczkami warto skupić uwagę na ruinach dawnych klasztorów dominikanów i dominikanek oraz na dzielnicy żydowskiej. Poza miastem znajduje się cmentarz żydowski z 1790 r., gdzie zobaczyć można macewy bełskich cadyków z rodu Rokeach. Następnym miastem na trasie był Sokal, przez który przepływa rzeka Bug. Do 1951 roku istniała tu granica polsko-radziecka, a dziś cały teren należy do Ukrainy. Na terenie, który jeszcze do niedawna należał do Polski znajdują się ruiny kościoła Matki Bożej Pocieszenia z konwentem klasztornym bernardynów z początku XVII w. Do 1951 roku było to miejsce kultu obrazu Matki Bożej Sokalskiej. Po przyłączeniu terenów do ZSRR, aż do roku 2012 w zabudowaniach mieściło się więzienie. Budynki uległy spaleniu i popadły w ruinę. Również Krystynopol do 1951 roku leżał w granicach Polski. Dziś o dawnej świetności miasta przypominają dwa odnowione klasztory oraz znajdujący się w częściowej ruinie XVIII-wieczny pałac Potockich.

Ostatnim miastem na trasie była Żółkiew zwana perłą renesansu. To niewielkie miasto należy do najlepiej zachowanych na całej Ukrainie. W jego centrum znajduje się rynek z renesansowymi kamienicami, które dawniej w większości należały do żydowskich kupców. Przy wejściu do kilku kamienic znajdują się po dziś dzień ślady po mezuzach, czyli wyżłobienia w futrynie, w których każdy wierzący żyd umieszczał w tubie cytat z Tory. W mieście znajduje się kolegiata św. Wawrzyńca z fundacji hetmana Stanisława Żółkiewskiego z grobowcami Jakuba i Konstantego Sobieskich. Nieopodal stoi zamek wybudowany również z woli hetmana, który poprzez małżeństwo przeszedł w ręce Daniłowiczów, Sobieskich i Radziwiłłów. Za pałacem znajduje się wielki ogród, w którym za czasów Sobieskiego utrzymywano egzotyczne zwierzęta. W Żółkwi piotrkowianie odwiedzili tradycyjną karczmę ukraińską, gdzie mogli skosztować: barszczu ukraińskiego, zupy soljanki, banosza, czyli okraszonej skwarkami kaszy kukurydzianej zwanej czasami mamałygą oraz różnych rodzajów pieczonych mięs.

Tylko we Lwowie

W końcu przyszedł czas na Lwów, który każdy z uczestników smakował sukcesywnie każdego popołudnia i wieczora po powrotach z wycieczek po Lwowszczyźnie. Po obfitym śniadaniu, które każdego dnia w formie bufetu serwowane było w hotelu, turyści lwowskim tramwajem udali się na Cmentarz Łyczakowski. Na tej założonej w 1786 roku nekropolii można znaleźć nagrobki o wysokiej wartości artystycznej, przedstawiające alegoryczne postaci i wizerunki zmarłych, a także liczne kaplice, edykuły, kolumny i obeliski, w różnych stylach. Na cmentarzu spoczywają m.in.: pisarki- Maria Konopnicka i Gabriela Zapolska, Władysław Szajnocha- słynny lekarz, Władysław Bełza- autor utworu: „Kto ty jesteś. Polak mały!”, Artur Grottger-malarz. Obok znajduje się także Cmentarz Orląt Lwowskich, gdzie po renowacji znowu można podziwiać mogiły poległych w latach 1918–1920.

Centrum Lwowa olśniewa pięknem i przywodzi na myśl najpiękniejsze miasta południowej Polski. W samym centrum piotrkowianie odwiedzili zespół pobernardyński z XVII w, który charakteryzuje się bardzo bogatym, barokowym wnętrzem. Równie ciekawie prezentował się ogromny, zwieńczony kopułą kościół podominikański. W tym wspaniałym barokowym budynku w czasach sowieckich mieściło się Muzeum Ateizmu. Obok kościoła znajduje się pchli targ, gdzie można kupić: dawne polskie gazety i czasopisma, polskie i sowieckie znaczki pocztowe, monety, militaria a także stare talerze i inne, czasami dość zaskakujące przedmioty. Pośrodku brukowanego lwowskiego rynku dumnie stoi klasycystyczny ratusz. Wieża ratuszowa udostępniona jest zwiedzającym, a z jej szczytu rozciąga się wspaniały widok na zabytkowe centrum miasta oraz górę Wysoki Zamek. Tuż obok rynku znajduje się gotycka archikatedra katolicka- główny kościół społeczności polskiej we Lwowie. W środku znajdują się wspaniałe malowidła, witraże oraz organy z 1839 r. W ołtarzu umieszczono kopię (oryginał znajduje się w skarbcu na Wawelu) niewielkiego, słynącego cudami obrazu Matki Boskiej z Dzieciątkiem, zwanej Łaskawą lub Domagaliczowską.. Dnia 1 kwietnia 1656 roku przed cudownym obrazem złożył śluby lwowskie król Jan II Kazimierz, a 21 października 1677 chrzest w katedrze otrzymał król Polski Stanisław Leszczyński. Obok katedry, jako pozostałość dawnego cmentarza przykościelnego stoi renesansowa kaplica rodu Boimów. Niedaleko znajduje się także katedra ormiańska z XIV w. słynąca ze wspaniałych malowideł oraz fresków. Obok niej uczestnicy wycieczki mogli spróbować prawdziwej, starolwowskiej kawy, która dawniej przygotowywana była właśnie przez Ormian. Kawę parzy się w małych tygielkach trzymając je w rozgrzanym piasku lub popiele. Oczywiście smakowała wyśmienicie. Do kawy najlepiej pasuje ciasto. Najlepsze wypieki serwuje natomiast cukiernia mieszcząca się we wnętrzach dawnej apteki Mikolascha. Tej samej, w której Ignacy Łukasiewicz przeprowadził pierwszą na świecie rafinację ropy naftowej. Będąc w cukierni warto poprosić o kawałek bezowego tortu kijowskiego lub ciasta zwanego Napoleon. Jeśli chodzi o mocniejsze trunki to przedwojenny Lwów słynął z produkcji nalewek oraz z handlu winami. Dziś w restauracji Atlas mieszczącej się na samym Starym Rynku można spróbować ziołowej atlasówki, likieru różanego oraz gęstej śmietanówki, których przepisy nie zmieniły się od czasów, kiedy w mieście mówiło się po polsku. Na przeciwległej pierzei Rynku w kryształowych kieliszkach, za parę złotych sprzedawana jest domowa wiśniówka, a tuż obok znajduje się jedna z największych lwowskich palarni kawy. Z Rynku warto pójść zwiedzić cerkiew wołoska Zaśnięcia NMP z XVI w. z charakterystyczną, zielono- ceglaną Wieżą Korniakta i kaplicą Trzech Świętych Hierarchów. Główną ulicą miasta są Wały Hetmańskie, gdzie mieści się chyba najokazalszy budynek Lwowa czyli opera. Nieopodal znajduje się kolumna Mickiewicza, którą postawili Lwowiacy w 1904 roku. Uczestnicy wycieczki odwiedzili także Budynek dawnego Sejmu Krajowego Galicji z XIX w., w którym znajduje się główny gmach lwowskiego uniwersytetu. Obok znajdują się także zabudowania Zakładu Naukowego im. Ossolińskich zwanego Ossolineum. Zakład funkcjonował od 1827 do II wojny światowej. Zbiory, za zgodą władz sowieckich oraz niepodległej Ukrainy częściowo przewieziono do nowego budynku zlokalizowanego we Wrocławiu. Na koniec zwiedzania wszyscy turyści udali się na Dworzec Główny, który wybudowany za czasów zaboru austriackiego do dziś jest jednym z najwspanialszych i największych dworców kolejowych jakie kiedykolwiek funkcjonowały na ziemiach polskich. Aby jak najlepiej zasmakować w przedwojennej kuchni lwowskiej wieczorem turyści wybrali się do restauracji Kumpel, gdzie serwowane są lekko słodkie flaczki po lwowsku wzbogacone ziołami oraz bigos zapiekany razem z wcześniej upieczonymi ziemniakami. Po pięciu dniach intensywnego zwiedzania mieszkańcy Piotrkowa ponownie stawili się na lwowskim lotnisku skąd przylecieli do Polski. Mimo wielu odwiedzonych miejsc, wszyscy czuli niedosyt, dlatego prawdopodobnie za rok znowu odwiedzą to piękne, dawne polskie miasto. Wszystkich żądnych ciekawych relacji podróżniczych zapraszamy na nasze spotkania Klubu Podróżnika w budynku BiOK w parku.

 

dr Radosław Kożuszek